Relikty wspólnotowego śpiewu

Fot. Agnieszka Bernacka

Przewrotny tytuł tego wpisu może skierować myśli czytelnika ku archaicznym obrzędom społeczności pierwotnych. Chodzi tu jednak o lata niedawno minione, kiedy wierni zgromadzeni w kościołach i cerkwiach śpiewali pełnym głosem „swoje” pieśni – pielęgnowane od pokoleń, zachowane w lokalnej, tradycyjnej postaci melodyczno-rytmicznej, trwające w niezmiennych kontekstach. Pieśni te stanowiły własność wspólnot, które identyfikowały się m.in. właśnie przez odrębność i wyjątkowość „swojego” repertuaru. Sens staropolskiego przysłowia „co wieś, to inna pieśń” nie niósł w sobie wstydu – był powodem do dumy.

Dziś po takim śpiewie w bardzo wielu miejscach pozostały już jedynie ślady – zachowane bardziej w ludzkich wspomnieniach niż w żywej tradycji. W świątyniach dominują głosy organistów, którym niekiedy wtóruje śpiewający (koniecznie do mikrofonu!) kapłan, a pieśni są już inne niż przed kilkudziesięciu laty. Ogólnopolskie, znormalizowane melodie nie porywają wiernych do śpiewu; wyniki badań i obserwacji są tu jednoznaczne: nie da się porównać pojedynczych głosów (nawet wzmocnionych nagłośnieniem) do mocy setek gardeł, zdolnych wprawić w drżenie kościelne czy cerkiewne ściany. Piękny, autentyczny śpiew w większości takich miejsc został brutalnie stłumiony lub proces jego zanikania właśnie trwa. I nie należy bynajmniej szukać przyczyn milknięcia świątyń – co niektóre opiniotwórcze środowiska próbują wmówić osobom tęskniącym za rozśpiewaną rzeczywistością – wyłącznie w braku chęci do śpiewu i lenistwie „dzisiejszego człowieka”, w niższej frekwencji wiernych (proponuję porównać liczbę osób uczestniczących np. w nabożeństwach pasyjnych w parafiach o różnym stopniu zachowania tradycyjnego śpiewu – gwarantowane zdziwienie, a może i szok) czy w banalnym wytłumaczeniu, że „mamy inne czasy” (i – w domyśle – na taki kaprys jak pielęgnowanie wielowiekowej tradycji śpiewaczej nie można sobie dziś pozwolić, nawet jeśli lud jest tego spragniony). To jednak temat na osobną serię artykułów.

Na badanym obszarze mamy do czynienia z oboma przypadkami: obok wspólnot tętniących życiem muzycznym, istnieją parafie będące „pustyniami śpiewu. Celem tego projektu nie jest wartościowanie tych postaw; warto natomiast z sympatią dla zjawiska pochylić się nad tymi kolędami wykorzystywanymi do dziś w liturgii (mimo „pastorałkowej” genezy większości z nich), które funkcjonują w wersjach odmiennych od zapisów śpiewnikowych. Te lokalne i regionalne ich warianty, które cudem ocalały, wciąż trwają w swoim naturalnym środowisku – pielęgnowane przez mieszkańców w murach świątyń lub już tylko w zaciszu domowej tradycji.

Regionalne warianty kolędy Z narodzenia Pana – tworzące wspólny metawariant – przetrwały przede wszystkim w kontekście widowisk bożonarodzeniowych. Stąd w okolicach Krasnobrodu „po domach śpiewa się [ją] inaczej niż w kościele”.

Z narodzenia Pana – strofa III
śpiew: wykonawczyni ur. 1950 w Majdanie Wielkim (pow. zamojski)
nagranie: Bartosz Gałązka, Majdan Wielki, 2017

* * *

Kolęda A wczora z wieczora według źródeł historycznych (dziewiętnastowieczne zapisy Oskara Kolberga z Bieszczadów) i współczesnych opracowań (KP I-III) wykonywana była w metrum trójdzielnym. W takiej postaci przetrwała także na ziemiach Ordynacji; o ile jednak zapisy z Przemyskiego, Sanockiego i Krośnieńskiego mają charakter polonezowy, w przekazach ordynackich wyczuwalny jest puls staropolskiego mazura.

A wczora z wieczora
śpiew: wykonawczyni ur. 1939 w Kocudzy (pow. janowski), wykonawczyni ur. 1952 w Kocudzy Górnej (pow. janowski)
nagranie: Bartosz Gałązka, 2015, Kocudza Górna

* * *

Kolędę Mesyjasz przyszedł na świat prawdziwy śpiewano w kościołach podczas obrzędu poświęcania wina w dniu Świętego Jana Ewangelisty (27 grudnia). W opisywanym regionie zwyczaj ten zachował się tylko lokalnie.

Mesyjasz przyszedł na świat prawdziwy
śpiew: wykonawczyni ur. 1948 w Zamchu (pow. biłgorajski)
nagranie: Bartosz Gałązka, 2012, Zamch

„A to nigdzie nie śpiewali, tylko u nas! My to śpiewali na Jana”.

* * *

O ile powyższe przekazy można interpretować w kontekście normatywnych zapisów śpiewnikowych, kolejny stanowi odmienną wersję melodyczną popularnej kolędy. Do szopy, hej, pasterze to pieśń stosunkowo młoda, najstarsze znane zapisy tekstu datowane są dopiero na koniec XIX wieku. Zanim upowszechniła się jej główna wersja melodyczna, śpiewano ją na melodię inną, pokrewną popularnej kompozycji O gwiazdo Betlejemska. Warto zwrócić uwagę na komentarz towarzyszący wykonaniu.

Do szopy, hej, pasterze
śpiew: wykonawczyni ur. 1947
nagranie: Bartosz Gałązka, 2012 (pozostałe dane pozostają do wiadomości badacza)

„Tak, ona [ta melodia] przetrwała, tylko nasz organista właśnie jej nie zna. Jeżeli ja śpiewam – bo jak jego nie ma, to ja tam prowadzę [śpiew w kościele] – no to ja śpiewam na tę melodię i ludzie znają!”.

* * *

Wśród pieśni bożonarodzeniowych zachowanych w pamięci mieszkańców badanego terenu, na szczególną uwagę zasługuje utwór nieobecny już w oficjalnym obiegu kościelnym. Pieśń Bóg w Trójcy Świętej sprawił to (v. uczynił) w niebie, znana również pod incipitem Radziła Trójca Święta na niebie, stanowiła niegdyś – co potwierdzają przekazy rodzinne o „wiekowym” rodowodzie – rdzeń polskojęzycznego repertuaru towarzyszącego przedsoborowej liturgii mszalnej. O dawnej randze tego utworu świadczy fakt, iż to właśnie jego melodię (oraz jej liczne warianty) wykorzystywano do śpiewu Wśród nocnej ciszy, zanim upowszechniła się współczesna, powszechnie znana wersja tej kolędy.

Poniższy wariant został zarejestrowany w Goraju (pow. biłgorajski).

Bóg w Trójcy Świętej sprawił to w niebie – strofa IV
śpiew: wykonawczyni ur. 1930 w Zastawiu (pow. biłgorajski)
nagranie: Bartosz Gałązka, 2013, Zastawie

O regionalnych, „ordynackich” i „okołoordynackich” melodiach kościelnej kolędy Nowy rok bieży można przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
(c) Bartosz Gałązka 2025. Wszelkie prawa zastrzeżone