Portret śpiewaczki z czasów młodości

„Wino” w Nowosielcach Przeworskich, fot. Agnieszka Bernacka

Badacz terenowy w swojej pracy musi liczyć na cud. Najstarsze pokolenia śpiewaków dawno już wymarły, a pokolenia młodsze – jak pisał Franciszek Kotula – „bezradnie rozkładają ręce”. Zagadywani przydrożni rozmówcy sypią jak z rękawa nazwiskami ludzi, którzy z pewnością nasyciliby ciekawość poszukiwacza starych pieśni, ale… od lat spoczywają już na miejscowym cmentarzu. Czasem jednak cuda się zdarzają; tak było właśnie tym razem.

W pradawnej miejscowości ukrytej wśród lasów – zresztą, nie takiej pradawnej i nie tak bardzo ukrytej, ale proszę pozwolić mi na lekkie podkolorowanie mojej gawędy – leżącym w otulinie Ordynacji Majdanie Modliborskim, dzięki łańcuszkowi ludzi dobrej woli niczym z noweli Bolesława Prusa Żywy telegraf w końcu zapukałem do drzwi niezwykłej osoby. Pani Stanisława, urodzona w 1936 roku, najpierw sięgnęła po swoje zeszyty, w których starannie zapisała repertuar miejscowego zespołu śpiewaczego, do którego należała. Ale wielu melodii nie zdołała sobie przypomnieć. Najwidoczniej te, których uczyła się w dojrzałym wieku na potrzeby występów scenicznych, nie należały do jej dziedzictwa. I już miałem odjeżdżać z niemal niczym, gdy Pani Stanisława z zainteresowaniem spojrzała w stronę przyniesionej przeze mnie liczącej sobie wiek i ćwierć kantyczki. Sięgnęła, otworzyła ją na pierwszej stronie – i zaśpiewała.

Cztery lata zawszem pasał (bożonarodzeniowa kolęda domowa, z kantyczek) – strofa II
śpiew: wykonawczyni ur. 1936 w Majdanie Modliborskim
nagranie: Bartosz Gałązka, Majdan Modliborski, 2025

Śpiewała z zapamiętaniem; w przypadkach pieśni mających skodyfikowaną postać literacko-językową badaczowi wystarcza zwykle odnotowanie dwóch, góra trzech zwrotek. Śpiewaczka nie pozwalała jednak sobie przerwać. Kolędy płynęły, jedna piękniejsza od drugiej. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt…! Większość z nich stanowiła po prostu (po prostu?!) ciekawe warianty melodii znanych w regionie, inne jawiły mi się od razu jako unikaty. Z płonącymi policzkami milczałem, nie chcąc spłoszyć chwili.

W dzień Bożego Narodzenia weseli ludzie (kolęda bożonarodzeniowa, z kantyczek, na Święto Młodzianków, z herodów) – strofa VII – śpiew i nagranie jak wyżej

Z takiej kantyczki śpiewano kolędy w czasach dzieciństwa mojej rozmówczyni. I ten wiekowy artefakt stał się portalem do przeszłości – pobudził wspomnienia w doskonałej pamięci, po czym na kilka długich godzin przeniósł nas o kilkadziesiąt lat wstecz. Z każdą kolejną wyśpiewaną pieśnią oczy Pani Stanisławy błyszczały coraz bardziej, a twarz wygładzała się. I nagle zobaczyłem w Niej młodą dziewczynę, wyjętą z czasu, kiedy pieśni unosiły się w powietrzu, kiedy pieśni były samym powietrzem. W pewnym momencie kantyczki przestały być potrzebne.

Tam, na łączeńce, tam, na zielonej – kolęda noworoczna, dla kawalera – śpiew i nagranie jak wyżej

Spotkaliśmy się z Panią Stanisławą na przełomie wiosny i lata trzykrotnie, a na tym nie koniec. Obiecałem Jej, że melodie, które nosiła w sobie, nie zaginą – zostaną spisane i wydane, ma tylko poczekać w dobrym zdrowiu, aż wrócę z książką pełną skarbów wyjętych z Jej pamięci i z pamięci Jej podobnych świadków przeszłości. Do celów określonych w projekcie stypendialnym dołączył kolejny, od teraz równie dla mnie ważny…

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
(c) Bartosz Gałązka 2025. Wszelkie prawa zastrzeżone