Moc kolędniczego słowa

Fot. Agnieszka Bernacka

Opowieści o kolędowaniu na ziemiach dawnej Ordynacji Zamojskiej są zwykle pełne nostalgicznego ciepła. Są różne – tak jak różne były formy obchodzenia domów w okresie bożonarodzeniowym i noworocznym. We wszystkich przewija się jeden wspólny motyw. Jak wspominała mieszkanka Woli Obszańskiej (pow. biłgorajski) urodzona w 1948 roku,

[…] liczyło się, żeby przyjąć, jak ktoś przyszedł w kolędę. Czy to byli dzieci, czy starzy kolędnicy poprzebierani. Trzeba było przyjąć, bo wtedy cały rok był urodzaj na polu i w domu się wiodło wszystko, i czarownice nie miały dostępu.

Tradycyjne życzenia składane przez dzieci w Nowy Rok były zwykle krótkie:

[Na szczęście, na zdrowie,] na ten Nowy Rok (powinszowanie noworoczne)
wykonanie: informatorki ur. 1948 i 1951 w Woli Obszańskiej
nagranie: Bartosz Gałązka, Wola Obszańska, 2025

[Na szczęście, na zdrowie,] na ten Nowy Rok,
żeby wam się urodziła kapusta i bury groch,
i wszystko zboże –
daj, Panie Boże!

Jednak nawet takie zwięzłe teksty stanowią znakomite świadectwo dawnej, ludowej wizji świata, opartej m.in. na silnej wierze w znaczenie wypowiadanych słów. Z badań wynika, że na opisywanym terenie powinszowania zwykle pozbawione były elementów humorystycznych – w przeciwieństwie do Małopolski czy Podkarpacia, gdzie motywy satyryczne często dominowały w tego typu oracjach. Tutaj traktowano je z powagą, którą dodatkowo wzmacniała finalna formuła chrześcijańska.

W przekazach ukryte są ponadto frapujące ślady dawnej codzienności – w powyższym przykładzie pojawia się wzmianka o burym grochu, stanowiącym niegdyś podstawę wiejskiego jadłospisu.

Kolędnicy przybywali, aby oznajmić Dobrą Nowinę – występowali więc w roli posłańców, oczekując w zamian podarunku. Dzieci, które chodziły po połazie w okolicach Biłgoraja, recytowały znaną na całym wschodnim pograniczu kolędę o ubóstwie małego Jezusa, deklarując jej słowami opiekę nad Dzieciątkiem. Tekst miał wywołać u gospodarzy wzruszenie i skłonić ich do symbolicznego dzielenia trudu z kolędnikiem: poprzez ofiarowanie daru (kolędypołaźnika).

Byłem w kościele, widziałem rajskie wesele
wykonanie: informatorka ur. 1933, informator ur. 1935 w Aleksandrowie (pow. biłgorajski)
nagranie: Bartosz Gałązka, Aleksandrów, 2013

Byłem w kościele,
widziałem rajskie wesele,
jak Panna Syna powiła;
(wariant: Panna Maryja Syna powiła)
wiła Go, wiła jakby ubogiego,
przyjmę Go do śniadania swego:
będą rybki z miodem –
nie umorzy głodem,
będą śliwki i orzechy
dla Boskiej pociechy.
Jezus maluśki
prosi o pieluszki,
[j]a pieluszki z sobą noszę,
was o połaźnik proszę.

Dzieci mówili, jak przychodzili w kolędę po połazie.

O powadze, z jaką w czasach dzieciństwa rozmówców traktowano „świętą” funkcję kolędowania, świadczy oburzenie towarzyszące pojedynczym w tamtych czasach przypadkom odmowy. Gdy kolędnicy zostali wyśmiani, pozostawiało to ślad na całe życie.

Pochwalony Jezus Chrystus, czy każecie weselić (pytanie o pozwolenie na kolędowanie)
wykonanie i nagranie: jak wyżej

Pochwalony Jezus Chrystus, czy każecie weselić?
No to tam mówią: „weselić, każemy, każemy”. No to śpiewamy. Kolędujemy. Poszli my do drugich, to krzyczą: „nie ma nikogo, poszli do oleju!”.

Moi rozmówcy opowiadali mi wielokrotnie, że nieprzyjęcie kolędników było równoznaczne ze złamaniem tabu. Skutki złorzeczeń, jakie wówczas dobiegały zza okna, miały być odczuwalne przez najbliższy rok. Jedną taką sytuację śpiewaczka ze Zdzisławic (pow. janowski) urodzona w 1930 roku przywołała w kontekście zwyczaju szcządraków (szczodraków).

Jak ktoś tak raz zrobił, potem się pilnował, żeby tego nie robił nigdy. [Jeden z gospodarzy] nie puścił kolędy, oni mu powiedzieli o diable, że zabierze mu babę do piekła, i potem mu żona umarła tego roku, i potem to już przyjmował [kolędników].

Nie młócił, nie młócił (złorzeczenie w przypadku nieotrzymania kolędy)
wykonanie: informatorka ur. 1930 w Zdzisławicach
nagranie: Bartosz Gałązka, Zdzisławice, 2014

Jak szcządraki były, to trzeba było dużo piec. A kto nie puścił ich – tak śpiewały popod oknem:
Nie młócił, nie młócił – ktoś mu jajka utrącił!
Nie piekła, nie piekła – pojechała na łopacie do piekła!

To złorzeczenie stosowano w wyjątkowych sytuacjach – groźba dotyczyła tu utraty męskich sił witalnych, a nawet zbawienia duszy. Klątwa rzucana przez kolędników częściej dotyczyła szkód w gospodarstwie i na polu, straszono też niepożądaną wielodzietnością; w poniższym przekazie wizja posiadania gromadki dzieci zestawiona jest z obrazem mietlicy – chwastu rosnącego masowo w zbożu, wpływającego na ilość pozyskiwanych plonów. Potomstwo zwierząt gospodarskich jest natomiast dobrem oczekiwanym. Obrazu klęsk dopełnia brak pożytku z kur i krnąbrność kaczek.

Żeby wam się rodziła w polu mietlica (złorzeczenie w przypadku nieotrzymania kolędy)
wykonanie: informatorki ur. 1936 i 1940 w Hamerni (pow. biłgorajski)
nagranie: Bartosz Gałązka, Hamernia, 2017

Jak im [kolędnikom] nic nie dali, to tak mówili:
Żeby wam się rodziła w polu miętlica,
a na piecu dzieci kupica,
żeby wam się krowy nie cielili,
świnie nie prosili,
kury jajek nie znosili,
a kaczki w krzakach się pogubili!

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
(c) Bartosz Gałązka 2025. Wszelkie prawa zastrzeżone